• Nasz profil

          • Rozmowy po lekcjach...

          • "Rozmowy po lekcjach" z twórcami programu "MaturaToBzdura"

             

            W: Jak pogoda w Trójmieście? Wzburzone morze czy spokojne?

            KJ: Morze spokojne, ale za to pogoda zimowa. Gdybym teraz obudził się ze śpiączki, to bez problemu uwierzyłbym, że zaraz będą święta Bożego Narodzenia.

            W: A teraz poważnie. Pewnie pytali Was o to po tysiąc razy, ale zapytam się tysiąc pierwszy;) dlaczego Matura to bzdura? Co chcecie udowodnić tym programem?

            KJ: Chcemy udowodnić, że nauka w polskim systemie edukacyjnym, jak i na całym świecie jest nastawiona na kucie suchej wiedzy, którą szybko zapominamy i za mało uczymy się przydatnych umiejętności. Chcemy, aby ludzie się uczyli i odkrywali świat, bo to jest bardzo ważne i przyjemne a dzisiejszy system jest bardzo przestarzały i ograniczający.

            W: Dlaczego wybraliście taki a nie inny skład?

            KJ: Jeśli masz na myśli skład osób to Adam Drzewicki, twórca MaturaToBzdura znalazł mnie i Dyziaka i razem udało nam się zrobić coś fajnego i coś daje, każdemu Polakowi refleksję...

            W: Jak powstają pytania do odcinków?

            KJ: Po części sami wymyślamy pytania, a ponadto na naszej stronie jest podstrona, gdzie nasi widzowie wymyślają nam pytania: http://maturatobzdura.tv/wymysl-pytanie/

            W: A z czego zdawaliście maturę? (dodatkowe przedmioty)

            KJ: Ja i Adam historia i wos, ale Adam zdawał historię po francusku, a Dyziak oczywiście matematykę - wtedy jeszcze nie była obowiązkowa;)

            W: Czy studia też są bzdurą? W końcu wiedza zdobyta na studiach z czasem też nam ucieka…

            KJ: Ze studiami jest parę problemów i fakt, wiedza nam umyka, ale ważniejsze pytanie jest takie, czy się ona nam przyda? np. po socjologii czy politologii. Natomiast jeszcze ważniejszym pytaniem jest, czy sam papier ukończenia studiów pomoże nam w znalezieniu pracy?

            Obecnie w Polsce żyjemy w bańce edukacyjnej, która wcześniej czy później musi wybuchnąć, a mianowicie za dużo pieniędzy jest przeznaczane na edukację, mam na myśli podręczniki oraz płatne studia czy też kursy przygotowawcze, a za mało jest zwrotu z tych pieniędzy i wysiłku, czyli pozyskania pracy i to jest duży problem.

            W: Co studiujecie?

            KJ: Ja studiuję socjologię zaocznie w Warszawie, a Adam i Dyziak śmieją się, że po studiach pójdę pracować do „fabryki socjologów pod Warszawą" i rzeczywiście, gdyby nie MaturaToBzdura to musiałbym się nieźle natrudzić, aby znaleźć etat
            w moim zawodzie, który jest satysfakcjonujący intelektualnie, a nie tylko być ankieterem. Adam przerwał swoje studia prawnicze oraz kolejne politologiczne i się mu nie dziwię, bo Adam jest urodzonym przedsiębiorcą i bardzo kreatywną osobą, której praca i rezultaty mówią same za siebie, więc nie musi tracić czasu na zdobywanie „papierków", które są pewnym symbolem, a w rzeczywistości mogą być mało warte. Natomiast Dyziak skończył wydziały ETI i specjalizacja dźwięku i obrazu na Politechnice Gdańskiej i cieszymy się, że chociaż jeden z nas ma porządne wykształcenie, które się bardzo przydaje przy operatorce oraz montażu.

            W: Jak to możliwe, że studenci mają czas, by tworzyć program?

            KJ: Więc jak się okazało nie do końca jesteśmy studentami a czas się zawsze znajdzie, gdzie jest pasja. Adam zaraził nas pomysłem, aby zrobić coś komediowego na dużą skalę i dzięki tej wizji byliśmy w stanie poświęcić dużo czasu i wysiłku na cały nasz projekt.

            W: A praca? Pracujecie gdzieś, czy żyjecie z programu?

            KJ: Od jakiegoś czasu utrzymujemy się z naszej działalności, udaje nam się pozyskać sponsorów, jak również zarabiamy z reklam na Youtube, bo jesteśmy częścią programu partnerskiego Youtube w Polsce. Dwa tygodnie temu byliśmy
            w siedzibie Google Polska w Warszawie na szkoleniu dotyczącym Youtube.
            To bardzo ważne, aby zarabiać ze swojej działalności po to, aby mieć środki
            na sprzęt, a następnie aby móc poświęcić się swojej pasji i nam się to właśnie udało.

            W: Gdy zaczynaliście pracę nad programem „Matura to bzdura” zdawaliście sobie sprawę, że będziecie mieć ponad 100 tysięcy fanów? Mówimy tu
            o samym Facebook’u.

            KJ: Liczby na facebook’u najbardziej mnie szokują, nie wiem dlaczego, a prawda jest taka, że na polskim facebook’u jesteśmy w pierwszej setce stron, za to na youtube jesteśmy 9 największym kanałem co do ilości widzów ponad 87 tysięcy i mamy ponad 33 miliony wyświetleń wszystkich naszych video, a dwa odcinki przekroczyły barierę miliona wyświetleń.

            W: Nie baliście się, że jeśli zrobicie taki program, uczniowie klas maturalnych stwierdzą, że matura nie jest im do niczego potrzebna i nie będą jej zdawać?

            KJ: To by było bardzo powierzchowne zrozumienie naszego programu, a my głęboko wierzymy, że każdy jest bystrzakiem, więc się o to nie baliśmy, a gdy się dowiedzieliśmy, że nasze odcinki są oglądane rodzinnie oraz w szkołach na lekcjach to wiedzieliśmy, że nasza widownia rozumie nas doskonale.

            W: Dlaczego tylko Ty stoisz przed kamerą?

            KJ: Ponieważ ja jestem prowadzącym, Adam i Dyziak mają inne role i tak od początku funkcjonowaliśmy i każdy z nas dobrze się czuje w swojej roli. To zabawne, ale takie pytania są zadawane wyłącznie w programach internetowych. Nikt nie pyta się Wojewódzkiego: a kiedy Twój producent albo operator pojawią się przed kamerą? Dla pocieszenia mogę powiedzieć, że co czwartek odpowiadamy na pytania fanów
            i w tym segmencie pojawia się i Adam i Dyziak:)

            http://www.youtube.com/playlist?src_vid=z5118DPdnbg&annotation_id=annotation_817847&feature=iv&list=PL6A0D7D7C705478F2

             

            PYTANIA ZACZERPNIĘTE Z SEGMENTU NA YT „PYTANIE DO ZESPOŁU MTB”

             

            W: Jak to się dzieje, że Kuba się nie śmieje?

            KJ: Chodzi o nagrywanie odcinków? To godzinę przed wywiadem czytam jakiś melodramat i to nastraja mnie do pracy. Wielu ludzi zarzuca nam to, że my wyśmiewamy ludzi, co jest nieprawdą. Chcemy pokazać po prostu, że z edukacją
            w naszym kraju nie jest najlepiej i nie powinniśmy się z tego śmiać, tylko coś z tym zrobić…

            W: Czy podstawiacie ludzi do odcinków, żeby gadali bzdury?

            AD: Absolutnie nie. Po pierwsze nie ma w Polsce tak dużo dobrych aktorów,
            po drugie trzeba by było im płacić… to druga komplikacja. Trzecia komplikacja: to nie byłoby realne, nie miałoby sensu w pokazywaniu tej całej bzdury systemu. Poza tym nie wiem kto wymyśliłby, że Prometeusz ukradł bogom patelnię…

            PD: Koło ma kąty…

            W: Jakie są wasze ulubione fragmenty odcinków MTB?

            KJ: Moim ulubionym fragmentem to jest odcinek wybory samorządowe. Kiedy pytam gościa programu, kto zasiada w radzie miasta. Zastanawiam się, jakie następne zadać mu pytanie i nagle słyszę: Lech Wałęsa. Odpowiedź ta kompletnie do niczego nie pasuje i mówię „Jeszcze raz”. I to jest ten moment, który mnie najbardziej bawi
            i śmieszy.

            AD: Mój ulubiony moment to chyba rodzynki. Co rośnie na krzakach? Rodzynki.

            PD: A mój ulubiony fragment z odcinka „Bogowie greccy”… to był moment, w którym już nie utrzymałem kamery, tylko tego nie widać, bo chwilę wcześniej było cięcie… fragment, gdy Kuba pytał: „połączeniem czego z czym jest syrena”, a chłopak odpowiedział „Wars i Sawa”. W tym momencie to był dla mnie taki poziom absurdu, że już nie wytrzymałem…

             


             

            Z cyklu "Rozmowy po lekcjach..." - rozmowa z Panem G. ;)

             

            W: Koleżanka mi podpowiadała pytania, jakie mam Panu zadać. Tylko, że to były pytania typu „gdzie Pan mieszka, przy jakiej ulicy”…

            TkG: … to może być o tyle ciekawym pytaniem, że jak odpowiadam, iż w Płocku, to się okazuje, że mieszkam w odległości 100km od miejsca pracy. I to najczęściej wzbudza zainteresowanie lub przerażenie wśród słuchaczy.

            W: Chce się Panu tak dojeżdżać? O której Pan musi wstawać, żeby tutaj dojechać na 7:45?

            TkG: Wcześnie… Troszkę po czwartej. Oczywiście, że mi się chce - gdyby mi się nie chciało i nadal bym tu pracował, to byłbym w o wiele gorszym nastroju tutaj na miejscu, niż zazwyczaj jestem.

            W:  A tam nie ma żadnych szkół? To znaczy w Płocku.

            TkG: Są.

            W: Są, ale pewnie gorsze od naszej?

            TkG: Z tego, co widzę, to na pewno większość z nich jest gorsza od waszej, to znaczy
            od naszej tak naprawdę.

            W: Chodzi o poziom czy o ludzi?

            TkG: Poziom szkoły nie jest i nigdy nie był dla mnie najważniejszą sprawa. Jest nią praca
            z młodzieżą. To była zawsze moja motywacja, aby zostać nauczycielem.

            W: Właśnie chciałam zapytać, dlaczego Pan został nauczycielem.

            TkG: To już wiesz.

            W: No właśnie i już nie mam pytań… [śmiech]

            TKG: Możesz zapytać zawsze dlaczego z młodzieżą... [śmiech]

            W: Dlaczego z młodzieżą?

            TkG:  Z młodzieżą to dlatego, że sam byłem młodzieżą, która sprawiała kłopoty i w pewnym momencie stwierdziłem, że skoro ja tak się buntuję i nie potrafię dogadać się z nauczycielami czy ogólnie z dorosłymi, to może się okazać, że będę miał młodzieży do zaproponowania jakieś wyjście z ich trudnych sytuacji. I najpierw przez dwa tygodnie zastanawiałem się, czy nie zostać księdzem, ale rozumiesz że… nie byłby to w moim przypadku dobry pomysł…

            W: A dlaczego akurat angielski, a nie jakiś inny przedmiot?

            TkG: Angielski pokochałem od pierwszego wejrzenia, potem był to jeden z nielicznych przedmiotów, z którym nie miałem żadnego problemu, więc był to całkowicie naturalny wybór.

            W: I od razu Pan wiedział, że będzie uczył?

            TkG: Już w drugiej klasie liceum wiedziałem, że będę nauczycielem. Kończąc liceum i idąc na dalsze nauki, wiedziałem po co to robię.

             

            NASTĄPIŁ CHWILOWY BRAK PYTAŃ I TEMATU ROMOWY ;)

             

            W: Taa… A jak się Pan dzisiaj czuje?

            TkG: Czuję się tak, jak prawie za każdym razem w szkole, czyli bardzo dobrze.

            W: A jak to ze śpiewaniem jest? Pan tak jakby uczy śpiewać czy pomaga śpiewać?…

            TkG: No mam, mam ze śpiewaniem do czynienia.

             W: Skąd to się wzięło?

            TkG: Historia jest taka: bodajże w piątej czy szóstej klasie podstawówki na Gwiazdkę dostałem takie maluteńkie, zupełnie zabawkowe „klawiszki” – taka zabawka na półtorej oktawy… Okazało się, że ze słuchu wystukiwałem na niej jakieś znane melodie. Jak się okazało, że mogę mieć coś z muzyką wspólnego, poszedłem do szkoły muzycznej. Nie wytrzymałem tamtejszego rygoru, ale te dwa lata dały mi pewne podstawy, jeśli chodzi o teorię muzyki, grę na klawiszach i flecie. Potem sam uczyłem się grania na gitarze. A jeżeli chodzi o śpiew, to w liceum przez rok śpiewałem w chórze prowadzonym przez pewnego księdza. No i po skończeniu liceum, jeszcze przez pół roku wspierałem chór licealny. Śpiewać lubię, lubię jak inni śpiewają, lubię z innymi śpiewać, lubię propagować muzykę lub wspierać zainteresowania muzyczne.

            W: Hm, a jak się Pan czuje jako wychowawca klasy? Tak bardzo grzecznej…

            TkG: Nie no grzeczni to oni nie są, to przecież wiadomo…

            W: Ale, że też Pan się z nimi dogaduje… niektórzy nauczyciele tak narzekają na tę klasę - mówią, że ten jest taki, a ten jest siaki, a Pan jakoś trzyma ich w ryzach…

            TkG: Nie, ja ich nie trzymam w ryzach. To od razu trzeba powiedzieć: JA ICH W RYZACH NIE TRZYMAM!

            W: Podkreślamy!

            TkG: Tak, tak wężykiem podkreślamy. [POCHYLA SIĘ DO MIKROFONU] Ja ich w ryzach nie trzymam.

             

            CHWILA ŚMIECHU;)

             

            W: No, ale dogaduje się Pan z nimi normalnie, tak?

            TkG: Ingeruję w sytuacjach, w których zaczynają przesadzać. No dogadywać się… dogaduję się - nie wiem co w tym jest… może dlatego, że zawsze chciałem być nauczycielem. Jeżeli przestanę czuć to „bycie nauczycielem”, to powołanie…

            W: To zostanie Pan muzykiem…

            TkG: Może zostanę muzykiem…  może zrobię coś innego, ale na pewno rzucę ten zawód, żeby nie męczyć siebie i nie męczyć innych, szczególnie tych młodych, bo to może być męka, jeżeli pracuje się z nauczycielem, który nie do końca czuje to co robi. Takie jest moje osobiste zdanie.

            W: A miał Pan taki okres, że odechciewało się Panu być nauczycielem?

            TkG: Nie, nie czegoś takiego nie miałem. Miałem jakieś zwątpienia dotyczące danego miejsca, w którym pracowałem, ale to nigdy nie dotyczyło zawodu nauczyciela.  Był moment, kiedy chciałem rzucić ten zawód, ale było to związane tylko i wyłącznie z finansami.

            W: Ile lat jest już Pan nauczycielem?

            TkG: 14.

            W: To ile Pan ma lat?

            TkG: 37. Ja wiem, że młodo wyglądam. I nie widać po mnie tego wieku. Ale już jakieś tam swoje latka mam.

            W: A niektórzy nauczyciele to ukrywają swój wiek… niektórzy mogą rozmawiać
            o wieku otwarcie, tak jak Pan, a inni od razu zmieniają temat.

            TkG: Jest to związane z podejściem do tego, ile człowiek jest w stanie ze swojej sfery prywatnej rzucić na forum publiczne. Ja jestem raczej otwartym człowiekiem i nie przeszkadza mi to, że ktoś gdzieś będzie gadał czy żartował… to sprawa tych ludzi…

            W: Tylko bierze Pan na pierwszą ławkę i przepytuje.

            TkG: [śmiech] Nie no, nie miałem jeszcze takiej okazji.

            W: Bo nie dawno wprowadził Pan ten system.

            TkG: Dokładnie.

            W: Jedyneczki się posypią i… sierpień przyjdzie i już…

            TkG: Dlaczego masz takie negatywne podejście do tego, co się dzieje? [lekki śmiech w połowie zdania]. Życie jest piękne. Z dnia na dzień trzeba czerpać z niego tyle, ile można. [dźwięk sms-a] Emm, sms od żony.

            W: Czyli jest pan żonaty…

            TkG: Tak, żonaty jestem i dzieciaty.

             

            Pan Garkowski podnosi kubek, na którym jest zdjęcie dziewczyny i dwóch chłopców.

             

            TkG: Córka i dwóch synów.

            W: To Pan ma dwóch synów? Bliźniaków?

            TkG: Nie. Dwa lata różnicy między nimi.

            W: A córka przychodzi do Pana czasem z lekcjami?

            TkG: Przychodzi, jak czegoś nie rozumie - żeby jej wytłumaczyć.

            W: A dobrze się uczy?

            TkG: Dobrze się uczy, ale sama z siebie..

            W: To dobrze… Co by tu jeszcze… nie wiem… może zechciałby Pan coś dodać?

            TkG: Ja mogę dodawać bardzo dużo.

            W: A nauczyciel od angielskiego jaki był?

            TkG: W pierwszej klasie liceum miałem taką bardzo, bardzo surową Panią i ona uczyła nas tylko rok. Później przeszła do college’u i tam też mnie uczyła. Oj cięła mnie nieźle… ale to dobrze, o to chodziło. W drugiej klasie mieliśmy gościa, przeciwko któremu mocno się buntowaliśmy. Potrafił na lekcji wprowadzić meldowanie klasy po angielsku (to dobrze, oczywiście) ale jak kazał zamiast sir podczas tego meldowania mówić do siebie Your Highness czyli Wasza Wysokość… to było już troszeczkę nie tak. W trzeciej i czwartej klasie uczył nas Amerykanin.

            W: Taki żywy? Prawdziwy?

            TkG:  Tak, tak. Od razu po college’u. Ze Stanów, z Bostonu. To była niesamowita sprawa. Bardzo dużo mi to dało, kontakt z nim. Był trochę tylko od nas starszy, wiec łatwo nawiązywał z nami kontakt – i bardzo szybko mogłem nazwać go przyjacielem.

            W: A jak tam wychowawca?

            TkG: Fizyk. Niesamowity koleś. Byliśmy jego pierwszą klasą wychowawczą. On był dosyć młody, 3-4 lata po studiach. Nauczył kilku rzeczy na temat życia. Takiego konkretnego podejścia do życia starał się nas uczyć.

            W: Myśli Pan, że jak nauczyciel jest wiekiem zbliżony do uczniów, to jest mu lepiej?

            TkG: Różnie, to zależy. Uczniowie lubią wykorzystywać sytuację, kiedy nauczyciel stara się być, tak delikatnie to ujmując, mocno komunikatywnym. Czują zbyt duży luz w odnoszeniu się do tego nauczyciela... kiedy jest się młodym nauczycielem, łatwo pójść w tę stronę. Każdy musi sobie wyważyć, gdzie ta granica przebiega. W moim przypadku jest to trudne, ale się staram. Mówiliśmy jakiś czas temu o mojej klasie i to jest dobry przykład na to, że czasem chcieliby móc sobie swobodniej niż im na to pozwalam porozmawiać. W momencie, kiedy zaczynają przekraczać tę granicę, daję im sygnał, pokazuję, że nie.

            W: Rozumieją?

            TkG: Ci, którzy rzeczywiście chcą rozmawiać nie tylko na tematy typowo związane
            ze szkołą, to tak, rozumieją. Wiedzą, o co chodzi. Przyznawali mi się ostatnio, iż łapią się
            na tym, że przecież nie jestem ich kumplem.

            W: Właśnie tak jest. Nieraz są takie sytuacje, jak się rozmawia z nauczycielem, tak poza tematami szkolnymi, to ma się ochotę powiedzieć ’spoko’, ‘wyluzuj’ – jakby z kolegą się gadało, a tu trzeba zachować ten dystans i zwracać się per pan, pani..

            TkG: Wiadomo, że ta relacja nauczyciel-uczeń ma jakieś zasady, które trzeba przestrzegać… Gdy się kończy szkołę, ta znajomość może przejść na inny poziom. Chodzi o to, że w tym momencie można wybrać, czy te relacje będą luźniejsze czy nie. Tutaj wyboru nie ma…

            W: A z jakimiś nauczycielami, którzy Pana uczyli, utrzymuje pan kontakt?

            TkG: Nie. Czasami, jak wpadamy na siebie na mieście, to się podejdzie, przywita, porozmawia, zda się relacje ze swojego życia, co się osiągnęło. A ten nauczyciel
            ma możliwość porównania, kim ten uczeń był, jakie miał perspektywy kiedyś, a co się rzeczywiście z tego udało…

            W: Odchodząc od tematu… czego Pan słucha?

            TkG: Słucham dużo muzyki rockowej z lat 70 lub końca 60., progresywnego rocka, metalu, elektroniki, muzyki klasycznej.

            W: Klasyczną Pan słucha? [wielkie zdziwienie z mojej strony!]

            TkG: Bardzo lubię słuchać Tomaso Albinoniego, barokowego muzyka. Jego niesamowite allegra i adagia… Wiele rodzajów muzyki słucham… A jeśli chodzi o zespoły ulubione to jest taki polski progresywny zespół Riverside. Niesamowici goście, naprawdę. Ostatnio wróciłem też do słuchania zespołu, którego bardzo dawno słuchałem, ale wtedy mnie tak nie zafascynowali. Szwedzki zespół Meshuggah. To jest ciężki metal, dosyć szybki i dla większości osób nie do słuchania - po reakcjach widziałem..

            W: A książki? Fantastyka na pewno.

            TkG: Tak, dużo fantastyki czytałem. A od wielu lat moim ulubionym rodzajem książek są książki dotyczące pracy nad sobą.

            W: Takie typu Clarkson? Pisze takie książki właśnie… bestsellery.

            TkG: Właśnie z tymi bestsellerami to ja mam problem, bo nie zawsze im ufam. Chodzi mi o książki, które ogólnie mówią o pozytywnym nastawieniu, o pracy nad sobą, o tym, żeby człowiek był zmotywowany do życia. Są to książki, które wożę ze sobą, bo zawsze, jak mam chwilę spokoju, to sięgam po którąś.

            W: Po angielsku czy po polsku Pan czyta?

            TkG: Jeżeli mam dostęp, to czytam po angielsku, ale zazwyczaj po polsku. Po angielsku książki są trochę droższe, ale jedną czy dwie książki na rok po angielsku staram się przeczytać, żeby zachować odpowiedni poziom znajomości angielskiego.

             

            [Pan G wyjmuje z plecaka 3 książki]

             

            TkG: Tutaj mam przykład na to, iż takie książki zawsze ze sobą mam. Ćwiczenia oddechowe, Wewnętrzny spokój, Medytacje i modlitwy. Tak to u mnie wygląda…

            W: [śmiech] ciężko, ciężko. No nie oszukujmy się…

            TkG: Co?

            W: No nic.

            TkG: Ale co ciężko?

            W: Nie wiem. [śmiech]

            TkG: No widzisz? Mówisz i nawet nie wiesz, na jaki temat mówisz.

            W: Bo ja tak mam. Jak ja do przedmiotów mówię nawet…

            TkG: Mów do tych przedmiotów, mnie to nie przeszkadza. Ale zobacz co powiedziałaś. Negatywną rzecz. Nawet nie wiedząc, o czym.

            W: Oj tam, wyrwało mi się.

            TkG: Widzisz, ale to jest sygnał związany z twoim nastawieniem. I z tym trzeba walczyć… Jesteście jeszcze młodzi, macie o wiele większą szansę zmiany pewnych rzeczy w życiu,
            niż my, starzy.

            W: Nie tacy starzy, nie przesadzajmy.

            TkG: Dobra, ale o ileś tam lat od ciebie starszy jestem. Prawie 20. A mówię, że wy macie
            o wiele łatwiej ewentualnie teraz coś zmienić… A chciałaś powiedzieć, czemu ci się tak wyrwało…

            W: Zapomniałam już…[śmiech]

            TkG: O nie, nie… nie wyplączesz się teraz z tego… [śmiech] ciężko, ciężko co?

            W: Ciężko zachować powagę, w niektórych sytuacjach.

            TkG: Jeżeli nie trzeba, to po co zachowywać na siłę, nie? Jest wiele sytuacji, w których nie trzeba zachowywać powagi. Ogólnie powinniśmy się cieszyć, śmiać. Do tego zostaliśmy stworzeni. Popatrzmy sobie na dzieci. One pokazują nam, do czego zostaliśmy stworzeni.
            To jest jeden wielki entuzjazm, bieg, krzyk, radość - to najchętniej robiłyby dzieci. Musimy nauczyć się na nowo radości, entuzjazmu…

            W: O której ma Pan autobus? Hehe

            TkG: Dzisiaj o 17:50.

            W: Dopiero? Aaa, to mamy jeszcze godzinę!

            TkG: Mamy czas. Będziesz miała taki materiał, że będziesz musiała go trochę edytować, poskracać te wszystkie zacięcia…

            W: Właśnie! Kilka osób narzeka, że na tym blogu pojawiają się nazwiska nauczycieli…

            TkG: Kto narzeka?

            W: Najbardziej to, nie wiem dlaczego, ale ci, którzy nie mają nic do gadania na ten temat, czyli… czyli pewne osoby… i chciałam zapytać w tym miejscu czy mogłabym użyć Pana nazwiska w tym wywiadzie?

            TkG: No tak.

            W: Wole się zapytać i mieć to nagrane…

            TkG: Tak, oczywiście, możesz użyć mojego nazwiska. Po to udzielam wywiadu. Zresztą, powiedz mi, kto by się nie zorientował?  Przedmiot, muzyka i inne tego typu sprawy… po pytaniach można było już się domyślić…

            W: Ale to dziwne, bo na stronie szkoły są nazwiska nauczycieli, plan lekcji i w ogóle…

            TkG: Tu chodzi o to, że pisane jest coś NA TEMAT nauczycieli.

            W: No dobra, ja rozumiem, żeby pretensje mieli Ci nauczyciele, o których jest mowa…
            a tu mają pretensje ludzie, którzy nie mają z tym nic wspólnego… czasami ludzie narzekają i wytykają, że ktoś coś źle robi, a tak naprawdę, to siedzą i sami nic nie robią…. Ja przestanę pisać i zamknę się w sobie, i nie będę się w ogóle udzielać…

            TkG: Podwójnie się z tobą nie zgodzę. [śmieszek] Po pierwsze, jeśli robi się coś, w co się wierzy, nie ma się co przejmować. A druga sprawa: jeżeli robi się coś, co jest upublicznione, to trzeba się zawsze przygotować na różnego rodzaju słowa krytyki, bo co człowiek,
            to opinia…

            W: Wiem, wiem. My tu gadu, gadu, a ja już muszę iść do domu…

             

            Zbieram się.

             

            W: Dziękuję bardzo za rozmowę i polecam się na przyszłość.

            TkG: Ja również.

            W: Może się spotkamy jeszcze kiedyś…

            TkG: W przyszłym naszym życiu, tak?

            W: Raczej w przyszłym tygodniu…